Kremowy rozświetlacz Lavera Soft Glowing Highlighter - moje wrażenia

Kremowy rozświetlacz Lavera Soft Glowing Highlighter - moje wrażenia
Niedawno Miya Cosmetics wypuściła na rynek rozświetlacz w formie żelu w aż trzech wariantach kolorystycznych - białym, złotym i różowym. Kiedy tak patrzyłam na zdjęcie tego różowego cudeńka w odcieniu Rose Diamond to uświadomiłam sobie, że coś mi przypomina. Zajęło mi to to trochę czasu, ale w końcu mnie olśniło i odgrzebałam zapomniany przez mnie rozświetlacz z Lavery Soft Glowing Highlighter. Stwierdziłam, że to dobra okazja, żeby napisać o nim kilka słów i pokazać jak się prezentuje.


Czy tylko mnie nie kręci promocja w Rossmannie?

Czy tylko mnie nie kręci promocja w Rossmannie?
Na pewno duża część z Was słyszała, że w najbliższy wtorek 9 października rozpocznie się bardzo popularna promocja w sklepach Rossmann na kosmetyki do makijażu. Jest to akcja cykliczna i już od kilku lat odbywa się dwa razy do roku - raz na przełomie jesieni oraz drugi raz na wiosnę. Zasady są proste - przy zakupie minimum trzech rożnych produktów danego typu naliczany jest rabat w wysokości 55% od ceny początkowej. Cudownie prawda? Niestety niekoniecznie....



Pamiętam pierwszą edycję tej promocji. To był prawdziwy szał. Gigantyczne kolejki, puste szafy i niemal walka o co lepsze produkty.

Od tamtego czasu trochę się jednak zmieniło. Inne drogerie widząc spektakularne wyniki Rossmanna też zaczęły wprowadzać spore okresowe rabaty. Jak grzyby po deszczu urosła masa drogerii internetowych mających nie tylko zniżki, ale w których nawet ceny regularne są dużo niższe od tych w sklepach stacjonarnych.

Tym samym to co kiedyś było znane głównie z amerykańskiego You Tube, czyli kupowanie np. całej gamy odcieni nowej szminki czy posiadanie dwudziestu korektorów, piętnastu podkładów i stu cieni do powiek stało się dostępne i dla nas :). 

Nie zrozumcie mnie źle, cieszę się, że i w Polsce stać nas w końcu na kupno takiej ilości kosmetyków jakiej zapragniemy/potrzebujemy, ale sama po sobie (mimo raczej skromnej kolekcji kosmetyków do makijażu) zaczynam dostrzegać, że ten rozbudzony konsumpcjonizm przybiera niezdrowe formy. Rozumiem też, że są osoby jak makijażystki, które zużywają duże ilości kosmetyków i muszą ciągle testować nowości. 

Ja to wszystko rozumiem, ale czy naprawdę potrzebujemy aż takiej ilości kosmetyków? Czy kiedykolwiek będziemy w stanie zużyć wszystkie cienie, pomadki czy rozświetlacze  jakie posiadamy? Ile z tych kosmetyków przeterminuje się i trafi do kosza?



To wszystko co kupujemy wpływa nie tylko na środowisko (w końcu trzeba to jakoś wyprodukować, zapakować i dostarczyć do sklepów), ale także na nas. W 2017 roku wydano w Polsce 16 miliardów złotych na kosmetyki i do 2021 wartość ta ma wzrosnąć do 20 miliardów (źródło). To są nasze pieniądze, które mogłyby zostać w naszych portfelach.

Jest tyle lepszych sposobów na wydanie pieniędzy niż kupno kolejnej pomadki czy podkładu w niemal identycznym odcieniu - książki, koncerty, kursy językowe, wycieczki czy od czasu do czasu przeznaczenie kilku złotych na cele charytatywne. Nawet odłożenie na lepszy krem czy serum może przynieść nam sporo korzyści urodowych. Jest zatem w czym wybierać:).

Niestety wydaje mi się, że dużą rolę odgrywają tu social media (YT, Instagram, blogi), które zostały wykorzystane przez firmy do wciskania nam kolejnych, często niepotrzebnych produktów. Sami influencerzy, którzy współpracują i reklamują produkty (o ile są w tym  uczciwi) nie robią nic złego. To świetne, że mają szansę przetestować jakiś produkt i jeszcze na tym zarobić, ale mam wrażenie, że takich uczciwych i rzetelnych recenzji jest coraz mniej i ciężko je odnaleźć w morzu nie do końca szczerych, ale opłaconych postów.

Ja w tym roku nie zamierzam skorzystać z promocji w Rossmannie. Nie chcę kupować na siłę produktów, które nie są mi w tej chwili potrzebne tylko dlatego, że są tańsze. Kiedy będę czegoś potrzebować kupię to w "zwykłej" promocji lub przez internet. Nie będę też zachęcać Was do kupna poleconych przeze mnie kosmetyków, bo ten temat był już opisywany milion razy. 

Wszystkim, którzy zamierzają zaszaleć w Rossmannie życzę udanych zakupów, a sobie życzę silnej woli, żeby wytrwać w postanowieniu ;).

Na koniec chcę zaznaczyć, że uwielbiam drogerie Rossmann, bardzo często w nich kupuję i cieszę się, że są tak łatwo dostępne dla każdego. Powyższy wpis nie odnosi się konkretnie do tej czy innej sieci sklepów a jest bardziej refleksją na temat współczesnego konsumpcjonizmu i mechanizmów jakie nim czy raczej nami kierują.

Korektory mineralne i naturalne - moja opinia + swatche (Amilie, Mineral Fusion, Hynt Beauty i Rhea)

Korektory mineralne i naturalne - moja opinia + swatche (Amilie, Mineral Fusion, Hynt Beauty i Rhea)
Korektor zaraz za podkładem to jeden z tych kosmetyków, które potrafią wyczarować piękną cerę od zaraz. I chociaż na co dzień nie lubię mocnego makijażu to moje cienie, a raczej żyłki pod oczami wymagają porządnego krycia nie tylko na większe wyjścia. Wśród drogeryjnych produktów już dawno znalazłam swoich ulubieńców, ale po przerzuceniu się na bardziej naturalną kolorówkę moja przygoda z poszukiwaniem idealnego korektora zaczęła się od nowa. Poniżej znajdziecie moją opinię na temat czterech "eko" korektorów wraz ze swatchami.

korektory do twarzy, korektory pod oczy, naturalne korektory, mineralne korektory
Amilie, korektor Amilie Fair, Hynt Beauty, korektor Hynt Beauty, Duet Perfecting Concealer, Mineral Fusion Cool, Rhea podkład w kremie babassu


Zacznę od tego, że kolor Fair jest dla mnie za jasny, mimo, że należę raczej do bladolicych. Korektor jest w formie sypkiej i nakłada się go tak jak typowe podkłady mineralne czyli pędzelkiem. Można stosować go na mokro lub na sucho. Ja nakładam go na sucho i muszę przyznać, że jest to najłatwiej rozprowadzający się korektor ze wszystkich przez mnie posiadanych (także tych nie naturalnych). Kilka pociągnięć małym pędzelkiem i mam pięknie zakryte cienie pod oczami.

Mam wrażenie, że lekko wysusza skórę, co u osób, które nie są już nastolatkami może być dużym minusem. Krycie ma raczej mocne i można je z łatwością stopniować. Jest też bardzo wydajny. Naprawdę mała ilość starcza do pokrycia dużego obszaru. Ja posiadam tylko próbkę, którą przesypałam sobie do małego słoiczka i wiem, że starczy mi na bardzo długo.

Jego największym minusem jest trwałość. Już po godzinie zaczyna się rozwarstwiać i wygląda po prostu nieestetycznie. Na pewno nie będzie to mój ostatni korektor mineralny w sypkiej formie, ale będę szukać produktu o większej trwałości.

Cena to 2,90 PLN za 0,12 gram i 32,90 PLN za 4 gramy.


Po lewej bez niczego, po prawej z korektorem Amilie Fair


Korektor nie należny do tanich, bo jego cena to około 80-90 PLN za 3 gramy i moim zdaniem jest typowym  średniakiem . W opakowaniu mamy dwa kolory - jaśniejszy i ciemniejszy, które można ze sobą mieszać. Krycie ma lekkie/średnie i prześwitują mi pod nim moje żyłki i cienie. Aplikuje się dość ciężko ze względu na zbitą formułę, którą należy najpierw rozgrzać placami. Ma tendencję do podkreślania nierówności i zbierania się w zmarszczkach, ale łatwo to poprawić. Na pewno nie kupię go ponownie. To jeden z tych produktów, który ani mnie nie ziębi, ani nie grzeje. Ot taki przeciętniaczek.

Po lewej bez niczego, po prawej z korektorem Mineral Fusion jaśniejszym

Po lewej bez niczego, po prawej z korektorem Mineral Fusion ciemniejszym

To jest najdroższy korektor jaki testowałam i za tę cenę oczekiwałam czegoś więcej (ok. 100-120 PLN za 6 gram). Ma dobre krycie i trwałość, ale nie do końca podoba mi się efekt jaki tworzy na skórze. O tym korektorze napisałam osobny post, który możecie zobaczyć TU.


Po lewej bez niczego, po prawej z korektorem Hynt Beauty Light




Źródło: www.rhea.com.pl



Na koniec zostawiłam mojego ulubieńca, który tak naprawdę korektorem nie jest. Podkład mineralny w kremie od Rhea kupiłam w postaci próbki kiedy szukałam dla siebie mineralnego ulubieńca. Bardzo zaintrygowała mnie idea podkładu mineralnego w formie kremu, bo większość produktów typowo mineralnych ma formę proszku. W składzie oprócz minerałów zawiera masło babassu i to ono odpowiada za jego konsystencję. Sama formuła przypomina mi coś pomiędzy kremem a musem i jest przyjemna w nakładaniu, ale równocześnie jest też trochę tłusta. Może sprawdzić się jako podkład u osób o suchej skórze, ale u mnie świetnie radzi sobie właśnie jako korektor pod oczy. Naturalne wykończenie i średnie krycie pozwalają rozświetlić i odświeżyć spojrzenie, a kremowa konsystencja jest łatwa do poprawek w ciągu dnia kiedy zbierze się zmarszczkach i załamaniach (co mu się zdarza, ale umówmy się - każdy korektor zbiera się w załamaniach choćby troszeczkę). Trwałość mogłaby być lepsza. Na plus jest to, że po prostu znika z twarzy bez pozostawiania nieestetycznych plam. 

Ja miałam go w najjaśniejszym odcieniu Fair i był on dla mnie za jasny. Następnym razem wypróbuję ciemniejszy kolor. Cena za 3 ml to 5,50 PLN, a pełnowymiarowe opakowanie 20 ml kosztuje 64 PLN.

Niestety nie mogę wam zademonstrować jak wygląda, bo taka ze mnie ciapa, że gdzieś posiałam moją próbkę i nie mogę jej znaleźć ¯\_(ツ)_/¯. Podejrzewam, że niechcący ją wyrzuciłam.

Na koniec swatche wszystkich produktów w porównaniu do jednego z moich ulubieńców Maybelline Affinitone 03 Sand:
Amilie, korektor Amilie Fair, Hynt Beauty, korektor Hynt Beauty, Duet Perfecting Concealer, Mineral Fusion Cool, Rhea podkład w kremie babassu, korektory mineralne, korektor mineralny
Moje poszukiwania idealnego korektora trwają nadal. 
A może Wy macie do polecenia jakieś fajne korektory mineralne, które mają dobre krycie, trwałość i wyglądają naturalnie?

Mycie twarzy mydłem - szaleństwo czy pomoc w walce z trądzikiem?

Mycie twarzy mydłem - szaleństwo czy pomoc w walce z trądzikiem?
Dzisiaj będzie kilka słów o mydle. Mydło do mycia twarzy to temat dość kontrowersyjny, bo przez wiele lat były one uznawane za najgorsze zło w pielęgnacji twarzy. Od jakiegoś czasu pojawia się jednak coraz więcej opinii, że mycie twarzy mydłem nie tylko nie szkodzi, ale może nawet pomóc. A jak jest naprawdę? 

7 porad, które powinnaś usłyszeć jako nastolatka

7 porad, które powinnaś usłyszeć jako nastolatka
Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam listę rzeczy, które sama chciałabym usłyszeć kiedy byłam młodsza, a moje problemy z trądzikiem i łojotokiem dopiero się zaczynały. Zdobyta  z czasem wiedza i zmiana tych kilku pozornie prostych i nieznaczących nawyków poprawiła stan mojej skóry i myślę, że gdybym stosowała się do nich wcześniej uniknęłabym wielu problemów z jakimi zmagam się do teraz.  Czasami to małe rzeczy potrafią zrobić wielką różnicę.



1. Nie dotykaj/nie drap twarzy

Absolutna podstawa, która potrafi zdziałać cuda. Dotykając twarzy nie tylko roznosimy bakterie z pryszczy, ale też przenosimy nowe z brudnych rąk. Telefon, klawiatura, klamki i wszystko inne czego dotykamy to źródło mikrobów, których nie chcemy na naszej twarzy. Niestety do teraz mam problem z pozbyciem się tego nawyku, zwłaszcza podczas nauki, kiedy to moje ręce same wędrują na brodę, czoło i głowę. Wysyp pryszczy gwarantowany.

2. Nie myj twarzy silnymi detergentami

Oczyszczanie skóry łojotokowej, zanieczyszczonej i skłonnej do trądziku musi być dokładne, ale delikatne. Żele do mycia twarzy oparte na silnych substancjach czynnych takich jak SLS wsuszają i podrażniają co prowadzi do jeszcze intensywniejszego wydzielania łoju.
Skuteczne mycie twarzy powinno składać się z dwóch kroków - zmycia makijażu (ja lubię robić to olejkiem do demakijażu) oraz właściwego oczyszczania, które pozwala pozbyć się resztek makijażu i sebum. Dopiero w tym drugim kroku używamy delikatnych żeli, mydeł do twarzy (moja ulubiona opcja, o której napiszę więcej w kolejnym poście) czy pianek. Należy pamiętać, że składy tych produktów powinny być jak najprostsze, bez nadmiernej ilości PEG-ów, konserwantów, alkoholu czy substancji zapachowych, a najlepiej żeby opierały się na naturalnych substancjach myjących.



Dobre i łagodne żele możecie znaleźć w np. w gamie Sylveco (poniżej żel tymiankowy i nowość aleosowy żel myjący).


3. Nie wycieraj twarzy zwykłym ręcznikiem

Wiem, że wiele osób ma oddzielny ręcznik tylko do twarzy, ale moim zdaniem ta opcja nie sprawdzi się u osób z aktywnym trądzikiem, ponieważ bakterie jakie występują na skórze już po jednorazowym przetarciu zostają na nim i będą roznoszone na inne partie twarzy przy kolejnym jego użyciu. W tym przypadku najlepszą opcją do wycierania są jednorazowe papierowe ręczniki lub chusteczki higieniczne, które można kupić praktycznie w każdym sklepie za kilka złotych. 

4. Nie śpij na brzuch

Ta rada jest ważna z dwóch względów. Po pierwsze poduszki, na których śpimy kumulują resztki odżywek do włosów, kremów i olejków z twarzy oraz szyi. Jest to doskonała pożywka dla bakterii i o ile nie zmieniamy codziennie poszewki to ten brud przenosi się później na twarz. Druga kwestia to profilaktyka przeciwstarzeniowa. Ja uwielbiam spać na brzuchu lub na boku wbijając mój prawy profil w poduszkę i niestety wiele lat takiego ułożenia podczas snu spowodowało, że moja prawa powieka jest bardziej opadająca, a policzek mniej napięty niż lewy. Teraz staram się z tym walczyć, ale zawsze lepiej zapobiegać niż leczyć. Poniżej film po angielsku, w którym wszystko jest wyjaśnione.



I zdjęcie z moją wyraźnie opadającą prawą powieką (na zdjęciu po lewej):



5. Stosuj filtry

Tę radę na pewno dobrze znacie, ale powtórzę to jeszcze raz - jeżeli chcecie uniknąć zmarszczek i przebarwień skóry stosujcie filtry przez cały rok. Ja oczywiście polecam stosować te mineralne (tu dowiecie się dlaczego). Jest to istotne zwłaszcza teraz, kiedy na co dzień stosujemy kremy i sera z kwasami, które uwrażliwiają naszą i tak delikatną skórę na działanie promieni słonecznych.



6. Nie myj twarzy gorącą wodą

Chyba nikt z nas nie chce mieć rozszerzonych czy popękanych naczynek. Twarz jest wtedy wiecznie zaczerwieniona i w niektórych przypadkach może to doprowadzić do powstania trądziku różowatego. Mycie twarzy zbyt gorącą wodą wpływa nie tylko na naczynka, ale też osłabia płaszcz lipidowy, który naturalnie chroni ją przed wysuszeniem i czynnikami zewnętrznymi. Najlepiej przerzucić się na letnią lub lekko chłodną wodę.

7. Odżywiaj się zróżnicowanie

Na koniec kolejny banał, który warto powtórzyć. Zróżnicowana dieta bogata w warzywa i owoce oraz (o ile nie jesteście veganami lub wegetarianami) w organiczne mięso pozwala utrzymać nas w zdrowiu co przekłada się też na to jak wyglądamy. Podobnie jak w przypadku kosmetyków, także tutaj powinniśmy dowiedzieć się jakie produkty nam służą a jakie szkodzą i dostosować do tego nasz jadłospis. U jednych może to być wycofanie glutenu czy nabiału, a u innych zmniejszenie spożywania cukrów prostych. Nie powinniśmy poddawać się zmieniającym się modom na różne diety, ale słuchać się naszego organizmu i tego co dla niego jest najlepsze. Nie jest to łatwe, ale naprawdę warto.


Znacie jakieś inne proste sposoby na piękną cerę, które naprawdę działają?

Resibo GLOW - czy sprawdza się na tłustej skórze?

Resibo GLOW - czy sprawdza się na tłustej skórze?
Długo zastawiałam się nad tym zakupem. Przy mojej mocno przetłuszczającej się strefie T i rozszerzonych porach dodatkowy blask jest zazwyczaj ostatnią rzeczą, której potrzebuję. Resibo Glow kusił mnie zarówno dobrym składem, jak i samymi pozytywnymi recenzjami w sieci. W końcu promocja w Kontigo przekonała mnie, żebym i ja go wypróbowała.

Tanie i Dobre z Sephory - przegląd naturalnej pielęgnacji

Tanie i Dobre z Sephory - przegląd naturalnej pielęgnacji
Lubicie perfumerię Sephora? Ja kiedy tam wchodzę czuję się jak dziecko w sklepie z cukierkami - wszystko się błyszczy, pachnie i zachęca do zakupu. Ogrom wyboru kosmetyków do makijażu i pielęgnacji potrafi zawrócić w głowie, ale niestety ich ceny zwalają z nóg. Pomimo mojej wielkiej miłości do kosmetyków należę do osób raczej oszczędnych i zawsze szukam dobrego stosunku ceny do jakości. 

Oprócz tego ważne jest dla mnie co w danym kosmetyku się znajduje, dlatego bardzo się ucieszyłam, że od jakiegoś czasu w Sephorze możemy znaleźć cały dział z naturalną pielęgnacją. Wśród nich odkryłam kilka produktów z całkiem fajnymi składami, na które warto zwrócić uwagę i które nie zrujnują nam portfela. 


Sephora, Caolion, Korres, Mustus
Mydła do mycia twarzy Caolion

Ta koreańska marka produkująca naturalne kosmetyki do pielęgnacji oferuje kilka rodzajów mydeł przeznaczonych do mycia twarzy. Ja wypróbowałam Pore Puryfying O2 Sparkling Soap oparte na proszku węglowym i olejkach eterycznych z lawendy i drzewa herbacianego oraz Pore Intensive Soothing Soap zawierające zieloną herbatę i aloes. Obydwa mydełka są świetne. Dobrze oczyszczają i nie podrażniają a skóra po ich użyciu nie jest ściągnięta. Zapakowane są w jedwabną saszetkę, która ma zwiększać pienistość mydła, ale ja pierwsze mydło wyjęłam z tej saszetki i też sprawdzało się bardzo dobrze.

Mydełka dostaniemy w wersji podróżnej (25 gram) już za 19-22 PLN. Ta wersja wystarczyła mi na około 1,5 - 2 miesiące użytkowania.  Dostępna jest też wersja standardowa (100 gram) za 59 PLN.

Skład Pore Puryfying O2 Sparkling SoapCharcoal Powder, Lavandula Angustifolia (Lavender)Oil, Lavandula Angustifolia (Lavender) Leaf Powder, Cocos Nucifera (Coconut)Oil ,Elaeis Guineensis (Palm)Oil, Leptospermum Petersonii Oil, Tocopherol, Theobroma Cacao(Cocoa) Seed Powder , Glycerin, Hyaluronic Acid, Carbonated Water, Glycyrrhiza Glabra (Licorice)Root Extract, Hydrogenated Jojoba Oil, Olea (Olive) Europaea Fruit Oil, Butyrospermum Parkii (Shea)Butter


Caolion, Caolion Pore Puryfying O2 Sparkling Soap, Pore Intensive Soothing Soap, Pore Puryfying O2 Sparkling Soap

Rozświetlająca i rozjaśniająca maska z olejkiem z dzikiej róży Korres

To mój faworyt tego rankingu. Nazwa dokładnie opisuje co jest w stanie zdziałać ta maseczka. Twarz po jej nałożeniu jest bardzo rozjaśniona, zaczerwienienia i blizny są mniej widoczne, a skóra bije jakby wewnętrznym blaskiem. Wydaje mi się, że swoje działanie zawdzięcza dużej ilości witaminy C. Niestety jest ona też najdroższa z wymienionych przeze mnie produktów - za 16 ml musimy zapłacić aż 55 PLN, ale na szczęście jest ona wydajna i nie trzeba nakładać jej dużo. Gdybym miała polecić tylko jedną ze wszystkich wymienionych tu maseczek to byłaby własnie ona.

Jeżeli miałabym się do czegoś przyczepić to żałuję, że w składzie jest Dicaprylyl Ether mogący zapychać pory. Na szczęście składnik ten w formule maseczki używanej raz na 2 tygodnie nie powoduje u mnie zapychania, dlatego z czystym sumieniem mogę ją polecić.

P.S. Nie wiem czy to błąd, ale obecnie na stronie Sephory widnieje kwota 155 PLN jako cena regularna a 55 jako promocyjna. Ja swoją maskę kupowałam w regularnej cenie za 55 PLN i na oficjalnej stronie Korres też widnieje cena 10,20 EUR. Uważajcie, żeby nie przepłacić, bo 155 PLN za tę pojemność to już przesada.

Skład: Aqua/Water/Eau, Glycerin, Titanium Dioxide (C.I. 77891), Behenyl Alcohol, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), C12-13 Alkyl Lactate, Dicaprylyl Carbonate, Dicaprylyl Ether, Rosa Canina Fruit Oil, Mannitol, Cetearyl Alcohol, Ceteth-20 Phosphate, Beeswax/Cera Alba/Cire d’abeille, Argania Spinosa Kernel Oil, Allantoin, Alpha-Isomethyl Ionone, Arginine, Ascorbic Acid, Ascorbyl Palmitate, Benzyl Benzoate, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional, Caprylyl Glycol, Citric Acid, Dextrin, Dicetyl Phosphate, Ferulic Acid, Hexyl Cinnamal, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Isohexadecane, Lactic Acid, Lonicera Caprifolium (Honeysuckle) Flower Extract, Lonicera Japonica (Honeysuckle) Flower Extract, PEG-8, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Phenoxyethanol, Phytosterols, Polysorbate-80, Sodium Acrylate/ Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Sodium Ascorbyl Phosphate, Sodium Citrate, Sodium Gluconate, Sodium Phytate, Tocopherol, Waltheria Indica Leaf Extract, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Panthenol, Parfum/Fragrance


Korres, Korres WILD ROSE, Wild rose mask

Maseczki do twarzy Origins

Marka Origins ma w swojej gamie wiele niemal kultowych kosmetyków. Należą do nich na pewno maseczki nawilżające Drink Up. Możemy je kupić w kilku rozmiarach a najmniejsza 10 mililitrowa kosztuje zaledwie 16 PLN. Ta mini wersja wystarczyła mi na 3 użycia tylko na twarzy i moim zdaniem jest to świetna opcja na wyjazdy czy przed jakimś większym wydarzaniem, bo idealnie spisuje się pod makijażem. Miałam też wersję oczyszczającą z aktywnym węglem, ale nie zauważyłam po niej spektakularnych rezultatów. 

Oprócz mnóstwa składników naturalnych maseczki zawierają  też silikon oraz  na samym końcu potencjalnie groźny konserwant Phenoxyethanol, dlatego osobiście nie stosuję ich na co dzień.

Skład Drink Up: Water, Rosa Damascena (Rose) Flower Water, Myrtus Communis (Myrtle) Leaf Water, Citrus Aurantium Amara (Bitter Orange) Flower Water, Anthemis Nobilis (Chamomile) Flower Extract, Glycerin, Cetyl Alcohol, Glyceryl Polymethacrylate, Dimethicone, Peg-75, Peg-8, Glycereth-26, Sorbitan Stearate, Ribes Nigrum (Black Currant) Seed Oil, Prunus Amygdalus Amara (Bitter Almond) Kernel Oil, Cinnamomum Camphora (Camphor) Bark Oil, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Oil, Prunus Armeniaca (Apricot) Kernel Oil, Osmanthus Fragrans Flower Extract, Rosa Damascena Extract, Citrus Aurantium Amara (Bitter Orange) Flower Extract, Linalool, Limonene, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Cladosiphon Okamuranus Extract, Oryza Sativa (Rice) Extract, Avena Sativa (Oat) Kernel Extract, Olea Europaea (Olive) Fruit Extract, Triticum Vulgare (Wheat) Bran Extract, Peg-100 Stearate, Sucrose, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Wax, Panthenol, Pantethine, Cetyl Ethylhexanoate, Mangifera Indica (Mango) Seed Butter, Prunus Armeniaca (Apricot) Kernel Oil, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Butylene Glycol, Cetearyl Alcohol, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Phytosterols, Tocopheryl Acetate, Oryzanol, Bisabolol, Caprylyl Glycol, Potassium Hydroxide, Caffeine, Hexylene Glycol, Sodium Hyaluronate, Dextrin, Carbomer, Disodium Edta, Sodium Dehydroacetate, Phenoxyethanol.

Źródło: https://www.instagram.com/p/BbmrHVRFJ2w/?taken-by=origins


Maski w płachcie MUSTUS

Nie jestem wielką fanką masek w płachcie, ale jeżeli lubicie tego typu produkty to maseczki MUSTUS są warte uwagi. Mają chyba najlepszy skład z pośród maseczek tego typu jaki widziałam, a ich działanie oparte jest na ekstraktach z warzyw i owoców. Zawierają co prawda na drugim miejscu w składzie Butylene Glycol (grupa alkoholi o właściwościach zmiękczających), który może powodować podrażnienie w przypadku osób z wrażliwą skórą, ale ja nie miałam takiego problemu. Maseczka w wersji Energy Up zdecydowanie zwęziła mi pory i nawilżyła skórę. Płachta jest mocno nasączona produktem i całkiem przyjemnie się ją nakłada, ma dobrze dopasowane miejsca na oczy i usta i nie odkleja się od skóry. Cena to 22 PLN za jedną sztukę

Skład Energy Up: Water, Butylene Glycol, Glycerin, Hydroxypropyl Guar, 1,2-Hexanediol Ipomoea Batatas Root Extract, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Fruit Extract, Daucus Carota Sativa (Carrot) Root Extract, Citrus Paradisi (Grapefruit) Fruit Extract, Cucurbita Pepo (Pumpkin) Fruit Extract, Glycyrrhiza Glabra (Licorice) Root Extract, Zingiber Officinale (Ginger) Root Extract, Schizandra Chinensis Fruit Extract, Coptis Japonica Root Extract, Camellia Sinensis Leaf Extract Caprylyl Glycol, Citrus Grandis (Grapefruit) Seed Extract, Acorus Calamus Root Extract, Perilla Ocymoides Leaf Extract, Xanthan Gum, Polysorbate 20, Carbomer, Arginine, Disodium EDTA, Fragrance



A może Wy macie do polecenia jakieś kosmetyki z Sephory warte swojej ceny? Jestem łasa na wszelkie rekomendacje :)

Odkrycie wakacji - Litewski eko krem Margarita plus maska z Biedronki

Odkrycie wakacji - Litewski eko krem Margarita plus maska z Biedronki
Urlop już za mną, ale zawsze przy okazji zagranicznych podróży staram się kupić jakieś fajne, niedostępne u nas kosmetyki do testowania. W tym roku mimo, że wakacje spędzałam w Polsce udało mi się zwiedzić Wilno i Troki a w moje ręce trafił krem litewskiej marki Margarita.

Margarita Jautriai Odai, krem margarita eco, Bebeauty maska nawilżająca

Marka istnieje od 1988 roku i produkuje kosmetyki do twarzy, włosów i ciała z naturalnych składników pielęgnacyjnych. Mój wybór padł na krem do skóry naczynkowej z serii Jautriai Odai. Krem był niedrogi i kosztował mnie 5,99 EUR za 50 ml. Skład jest w 93% pochodzenia naturalnego i jest pełen dobroczynnych substancji jak ekstrakt z bluszczu, araniki, olej z pestek winogron  czy masło Shea. 

Skład: Aqua, Hedera Helix (Ivy) Extract,  Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Extract,  Arnica Montana Flower Extract,  Hypericum Perforatum Extract,  Aesculus Hippocastanum (Horse Chestnut ) Seed Extract,  Vitis Vinifera (Grape) Leaf Extract, Propylene Glycol, Prunus Persicia (Peach) Kernel Oil, Polydecene, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Sucrose Polystearate, Polyisobutene, Vitis Vivifera (Grape) Seed Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter Extract, Spent Grain Wax, Argania Spinosa Kernel Oil, Panthenol, Sodium Hyaluronate, Tocopheryl Acetate, Tocopherol, Lecithin, Ascorbyl Palmitate, Glyceryl Stearate, Glyceryl Oleate, Citric Acid, Sodium Polyacrylate, Sodium Stearoyl Glutamate, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Parfum


Jeżeli chodzi o jego działanie to bardzo fajnie nawilża bez pozostawienia tłustego filtru. Przyjemnie koi podrażnioną skórę i nie jest za ciężki nawet dla skóry skłonnej do zapychania. Stosuję go dopiero 3 tygodnie, dlatego ciężko mi wypowiedzieć się o jego właściwościach obkurczających naczynka, ale mam wrażenie, że dobrze wpływa na rumień na policzkach. Przypomina mi trochę lekkie kremy z Sylveco z tą różnicą, że lepiej nawilża. Zmieniłabym tylko jego opakowanie, bo ze względów higienicznych nie lubię stosować kremów w słoiczkach.  
Znalazłam też polską drogerię internetową mającą w ofercie inne produkty tej marki. Na pewno wypróbuję je w przyszłości.

            

Z racji, że na wyjazd zapomniałam spakować odżywkę do włosów kupiłam w Biedronce saszetkę z maską nawilżającą BeBeauty. Muszę przyznać, że przyjemnie mnie zaskoczyła. Nie zawiera silikonów ani parabenów, za to znajdziemy w składzie oleje arganowy, makadamia oraz kokosowy. Ten ostatni zazwyczaj nie jest moim sprzymierzeńcem, bo potrafi spuszyć moje falowane włosy, ale w przypadku tej maski nic takiego się nie stało. Włosy po jej użyciu były odżywione i wygładzone, ale bez obciążenia. Maska jest leciutka i przyjemnie pachnie. Oczywiście nie zdziała ona cudów i na co dzień pozostanę przy moich sprawdzonych odżywkach, ale w kryzysowej sytuacji sprawdziła się idealnie. Małe opakowanie starczyło mi na dwa mycia.

I na koniec widok na przepiękny zamek w Trokach.


Mineralnie - Podkład Lily Lolo

Mineralnie - Podkład Lily Lolo
Dobry podkład mineralny to kosmetyk, który zawsze muszę mieć w kosmetyczce. Jest świetnym rozwiązaniem kiedy chcemy na szybko poprawić wygląd cery, ale też sprawdza się na co dzień do pracy czy szkoły. Jednym z moich niedawno odkrytych ulubieńców jest produkt z Lily Lolo.


Lily Lolo Mineral Foundation, Podkład mineralny Lily Lolo,  Lily Lolo Blondie
Cena: 81,90 PLN    Kolor: Blondie    Pojemność: 10 gram    Data ważności: 24 ms od otwarcia

Skład: Typowo mineralany podkład oparty na mice i tlenkach żelaza bez żadnych dodatków.

MICA, ZINC OXIDE [+/- CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE), CI 77492 (IRON OXIDE), CI 77491 (IRON OXIDE), CI 77499 (IRON OXIDE)]


Lily Lolo Mineral Foundation, Podkład mineralny Lily Lolo,  Lily Lolo Blondie

Opakowanie: Zarówno wersja pełna jak i wersja mini zamknięte są w elegancki słoiczek z dobrej jakości plastiku z czarnym wieczkiem. Duża wersja ma oczywiście przesuwane zabezpieczenie na sitko co ułatwia utrzymanie czystości w podróży. Drobnym mankamentem jest fakt, że wieczko jest matowe i łatwo brudzi się od podkładu.

Działanie: Pierwszym plusem jest zapewnienie przez podkład ochrony przeciwsłonecznej. Co prawda jest to tylko SPF 15, ale lepsze to niż nic. Podkład jest bardzo drobno zmielony, ale nie pyli się przy nakładaniu. Rozprowadza się łatwo i bardzo równomiernie. Ładnie ujednolica kolor skóry, ale krycie jest bardziej w kierunku lekkiego/średniego niż mocnego. Bez obawy możemy za to nałożyć kilka warstw w celu zwiększenia krycia. Nie spowoduje to efektu maski. 
Cudownie wygładza skórę i nie podkreśla porów co jest częste w przypadku podkładów mineralnych. Nie jest w stanie ich całkowicie zakryć tak jak robią to silikonowe podkłady, ale minimalizuje ich widoczność.
Trwałość ma całkiem dobrą chociaż po kilku godzinach zaczynają prześwitywać wypryski i pojawia się lekki błysk w strefie T. W moim przypadku jeszcze żaden podkład nie utrzymał się w niezmienionym stanie 8 godzin, dlatego  najważniejsze dla mnie jest to, że schodzi z twarzy bardzo równomiernie i nie daje efektu tzw. "ciastka".  


Lily Lolo Mineral Foundation, Podkład mineralny Lily Lolo,  Lily Lolo Blondie
Ogólna ocena: Jak do tej pory jest to mój faworyt wśród podkładów mineralnych. Po przetestowaniu wielu próbek i kilku nietrafionych zakupach z różnych firm to Lily Lolo zwyciężył i kupiłam jego pełnowymiarowego opakowanie. Jedyną rzeczą, którą bym w nim zmieniła to zwiększenie krycia. Przyjemnie się nakłada, wygląda naturalnie, matuje skórę i nie powoduje podrażnień czy zapychania. Zdecydowanie polecam.



Filtry przeciwsłoneczne - chemiczne czy mineralne? Plus recenzja

Filtry przeciwsłoneczne - chemiczne czy mineralne? Plus recenzja

Filtry przeciwsłoneczne to temat, który powraca głównie wiosną i latem, ale już od dawna wiadomo, że kto chce chronić skórę przed starzeniem powinien nakładać je cały rok. Jednocześnie od jakiegoś czasu pojawiają się badania mówiące, że nie wszystkie rodzaje filtrów są dla nas bezpieczne. I bądź tu człowieku mądry.

Sunscreen, Goddess Garden, Mychelle Dermaceuticals Skin Tint, ThinkBaby, Filtry przeciwsloneczne

Temat filtrów jest długi i skomplikowany, dlatego postaram się omówić najważniejsze kwestie i przedstawić mój punkt widzenia.

A zatem chemiczne czy mineralne?

Istnieją dwie główne kategorie filtrów: chemiczne i mineralne. Można wyróżnić też trzecią grupę - filtry roślinne, do której zalicza się np. olej z pestek malin, ale pomimo posiadania przez nie czynnika SPF to ze względu na słabą stabilność oraz niskie zdolności promieniochronne nie stosowałabym ich jako jedynej ochrony przeciwsłonecznej a raczej jako dodatek do codziennej pielęgnacji.

Filtry chemiczne

Podstawą działania filtrów chemicznych jest przemiana promieni słonecznych, które dostały się do skóry w energię cieplną zanim promienie te rozpoczną swoje szkodliwe działanie. Istotne jest, że proces ten ma miejsce w naszej skórze. Ze względu na wydzielanie ciepła nie są one polecane dla osób ze skórą naczyniową czy tendencją do rumienia ponieważ wytworzona przez nie energia może rozszerzać naczynka i wpływać na ich pękanie. Często wywołują też alergię u osób ze skórą wrażliwą i nie są zalecane dla małych dzieci. Część z nich jest mniej fotostabilna niż filtry mineralne. Największe kontrowersje wzbudza fakt, że niektóre badania wykazały, że część filtrów chemicznych, mówiąc w dużym uogólnieniu, może mieć działanie mutagenne czy idąc dalej rakotwórcze. Jako, że filtry chemiczne pochłaniają promieniowanie i rozkładają je wewnątrz skóry to mogą uwalniać wolne rodniki tlenowe, przyczyniając się do degradacji kolagenu, elastyny i DNA komórek skóry. W celu zmniejszenia tego ryzyka oraz zwiększenia stabilności bardzo często łączy się filtry chemiczne z mineralnymi. Udowodniono też, że jeden z filtrów chemicznych Oksybenzon przenika do organizmu i wykryto go w moczu a nawet w mleku kobiet karmiących. Oprócz niego jako niebezpieczny uznaje się też Ethylhexyl Methoxycinnamate (może wywoływać mutacje komórek) czy Homosalate (może zaburzać układ hormonalny). Nie będę wymieniać tu wszystkich kontrowersyjnych substancji. Więcej możecie poczytać: TU czy TU , a bazę do wyszukiwania informacji o poszczególnych składnikach znajdziecie TU.
Pozostaje jeszcze kwestia szkodliwości dla raf koralowych, ale to już temat na oddzielny wpis.

A co z plusami? Przecież większość produktów przeciwsłonecznych zawiera właśnie filtry chemiczne, więc chyba nie mogą być aż tak straszne. Jest cała lista nieprzenikających filtrów, które według dotychczasowych badań są bezpieczne. Filtry chemiczne są też dużo przyjemniejsze w stosowaniu, łatwej je rozsmarować i nie zostawiają białej warstwy, są też tańsze i łatwiej dostępne. 

Filtry mineralne

Z kolei filtry mineralne po rozsmarowaniu tworzą warstwę, która odbija promieniowanie. Oznacza to, że promienie nie mają szans dotrzeć do naszej skóry. Występują tylko dwa główne rodzaje tych filtrów: Dwutlenek Tytanu oraz Tlenek Cynku. Obydwa chronią przed promieniami UVA i UVB, ale Tlenek Cynku ma szersze spektrum ochrony (chroni przed promieniami zarówno UVA1 jak i UVA2).
Filtry mineralne nie przenikają przez skórę i praktycznie nie wywołują alergii czy podrażnień. Ryzyko natomiast niesie ich wdychanie, dlatego nie zaleca się stosowania tych filtrów w formie sprayów. Na wielu opakowaniach można też zauważyć napis NON-NANO. Oznacza to, że produkt nie zawiera nano cząsteczek danego filtru czy też ich mieszanki. Nano cząsteczki są używane w celu ułatwienia aplikacji i zmniejszenia bielącego efektu tych substancji. Kontorwersje pojawiły się po doniesiniach, że nano cząsteczki mogą przenikać przez skórę. Czy zatem będąc ostrożnym należałoby unikać produktów z nano cząsteczkami? Nie jest to takie proste.
Zgodnie z TYM artykułem nawet substancje oznaczone jako non-nano uznane  byłyby za nanomateriały według szerokiej definicji opracowanej przez FDA (amerykańska agencja nadzorująca bezpieczeństwo żywności i leków). 
Czy jest to powód do paniki? Niekoniecznie, badania zlecone przez FDA i Unię Europejską wykazały, że nawet nano cząsteczki Tlenku Cynku czy Dwutlenku Tytanu nie wnikają przez skórę i unikać należy tylko ich inhalacji. W innych badaniach wykazano, że mniej niż 0,01% Tlenku Cynku przeniknęło przez skórę osób je stosujących i nie miało to wpływu na ich zdrowie.


Filtry Chemiczne                                     Filtry Mineralne

+ tani                                                     + tworzą tarczę na skórze 
+ łatwo dostępny                                     + fotostabilne
+ nie zostawia białej warstwy                    + dobrze tolerowane 
+ łatwy w aplikacji                                    + nie przenikają przez skórę
- działają wewnątrz skóry                          - zostawiają białą warstwę
- nie polecane dla skór naczyniowych          - trudne do rozprowadzenia
- mogą wywoływać alergie                         - mniejszy wybór na rynku 
- mniejsza fotostabilność niektórych 
  filtrów chemicznych
- możliwe przenikanie przez skórę 
  i działanie mutagenne czy 
  zaburzające pracę hormonów

Moja opinia

Już od jakiegoś czasu w mojej codziennej pielęgnacji staram się zawsze nakładać filtr przeciwsłoneczny na twarz. Jako, że jest to coś co jest ze mną na co dzień istotne jest żeby było nie tylko skuteczne, ale też bezpieczne. Pomimo, że istnieją stosunkowo bezpieczne filtry chemiczne to nie wiemy czy za kilka lat nowe badania nie pokażą szkodliwości tych substancji. Ja wolę nie ryzykować i wybieram filtry mineralne. Oczywiście, także one z czasem mogą okazać się nieobojętne dla naszego zdrowia, ale według dotychczasowej wiedzy nie powodują one tak wielu skutków ubocznych co ich chemiczne odpowiedniki. Łatwiej jest też sprawdzić skład filtru mineralnego, bo powinien zawierać maksymalnie dwie substancje przeciwsłoneczne, natomiast rodzajów filtrów chemicznych jest całe mnóstwo i nie sposób znać na pamięć każdej z nich oraz jej właściwości.  

Obecnie posiadam trzy filtry czysto mineralne: Baby Natural Mineral Sunscreen z Goddess Garden SPF 30, Thinkbaby Sunscreen SPF 50+ oraz Sun Shield Liquid Tint z MyChelle Dermaceuticals SPF 50 w kolorze Nude. Dwa pierwsze to białe balsamy przeznaczone do stosowania na całego ciało, a ostatni to połączenie filtru z kremem koloryzującym przeznaczony do stosowania na twarzy. Wszystkie mają bardzo dobre składy i jedynym minusem co do zawartości jest silikon w kremie z Thinkbaby. 

Od lewej: Thninkbaby, MyChelle Dermaceuticals, Goddess Garden


Po rozsmarowaniu od lewej: Thninkbaby, MyChelle Dermaceuticals, Goddess Garden

Najtańszy z nich produkt z Goddess Garden pomimo cudownego składu w ogóle sie u mnie nie sprawdził. Jego konsystencja jest zbita i bardzo ciężka do rozprowadzenia co uniemożliwia jego stosowanie na twarzy, bo musielibyśmy ją trzeć z ogromną siłą. Jak widzicie na zdjęciach ma on grudkowatą strukturę i rozwarstwia się. Można pokusić się o jego stosowanie na ciele, ale wymaga to czasu i trochę siły, aby rozprowadzić go w miarę równomiernie. 


Jego przeciwieństwem jest filtr z Thinkbaby. Bardzo kremowy i jedwabisty z łatwością rozsmarowuje się na skórze nie zostawiając niemal wcale białej poświaty. W celu zminimalizowania białego efektu na twarzy polecam zrobić kilka białych kropek w różnych miejscach i dopiero wtedy przejść do rozsmarowywania. Jak wspomniałam w składzie zawiera silikon, dlatego przy codziennym stosowaniu należy bardzo dokładnie oczyszczać skórę, aby nie gromadził się on i nie powodował zapychania.


Ostatni produkt z MyChelle Dermaceuticals jest niemal idealny. Świetny skład, przyjemna wodnista konsystencja, brak silikonów i innych zapychaczy, naturalne i matowe wykończenie (naprawdę!) oraz wyrównanie koloru twarzy. Jest jedno ale - jego kolor. Dostępne są dwa odcienie Nude i Tan. Ja posiadam wersję Nude i jest ona dużo za ciemna. Po rozprowadzeniu delikatnie się rozjaśnia, ale mimo to brakuje jaśniejszego odcienia dla bladolicych. Jest on też stosunkowo drogi - za 30 ml płacimy około 80 PLN. Pomimo tych wad będę stosowała go nadal i spróbuję rozjaśnić go innym kremem, bo jest tego wart. Zdecydowanie polecam dla tych którzy nie boją się jego koloru.


Niestety w Polsce jest bardzo mały wybór produktów czysto mineralnych, dlatego wszystkie moje filtry zamawiałam ze strony iHerb. Jest tam duży wybór marek produkujących filtry mineralne z naturalnym składem. Oprócz wspomnianych wyżej polecam sprawdzić jeszcze takie firmy jak Badger czy Coola. 

Z dostępnych w Polsce filtrów wyłącznie mineralnych mogę polecić np. Dermedic Sunbrella Baby. Co prawda maja on w składzie oznaczenie NANO, ale wynika to prawdopodobnie ze wspomnianego wyżej  faktu, że cząsteczki zalicza się do szerokiej definicji nanomateriałów a prawo Unijne wymusza oznaczenie, że w składzie  znajdują się nanocząsteczki. Poza tym skład jest bardzo dobry i jak sama nazwa wskazuje może być stosowany nawet przez małe dzieci. Był to mój pierwszy filtr mineralny i muszę przyznać, że długo zajęła mi nauka jego nakładania. Jest bardzo gęsty i mocno bieli, dlatego nakładałam go w małej ilości i po jej rozprowadzeniu dokładałam kolejną warstwę. W innym przypadku powstawały białe plamy. Trzeba też pamiętać, żeby skóra była sucha, bo woda utrudnia równomierne rozprowadzenie minerałów. Cena to około 30 PLN za 100 gram.
Źródło: www.dermedic.pl

Całą serię filtrów mineralnych produkuje też firma Avène. Tutaj również znajdziemy w składzie informacje o nano cząsteczkach. Tego filtru nie miałam okazji wypróbować, ale myślę, że warto zwrócić uwagę na ich fluid mineralny. Ze względu na jego lżejszą niż kremy konsystencję może być łatwiejszy w nakładaniu. Ten produkt jest już droższy i jego ceny wahają się w okolicach 60 PLN za 40 ml.



Źródło: www.eau-thermale-avene.pl

Kolejnym ciekawym produktem jest Matujący krem SPF 50 z Clochee. Łączy on w sobie właściwości pielęgnacyjne z wysoką ochroną i kremem tonującym. Krem jest całkowicie naturalny i wegański. Niestety jest też najdroższy z wymienionych i kosztuje ok. 125 PLN za 50 ml. Ja miałam tylko jego próbkę i polecam zdobyć ją przed zakupem całego opakowania, bo jego kolor i konsystencja nie wszystkim mogą przypaść do gustu.


Źródło: www.clochee.com

Naturalne sypkie pudry matujące - HITY i KITY

Naturalne sypkie pudry matujące - HITY i KITY
Cześć,

Puder to jeden z nieodłącznych atrybutów kobiecej kosmetyczki. Może służyć nam do wygładzania, rozświetlania, utrwalania czy matowienia - jeden kosmetyk a tyle możliwości. Jako posiadaczka cery mocno przetłaczającej się w strefie T zawsze muszę mieć pod ręką dobry puder matujący, ale znalezienie takiego który sprostałby moim oczekiwaniom nie jest łatwe.


Everyday Minerals Finishing Dust, Ecocera Puder ryżowy, Fixer, Mohani Puder ryżowy, Innisfrree, No-Sebum Mineral Powder

Mój idealny puder musi oczywiście matować, ale przy tym nie wysuszać skóry, musi mieć naturalny skład bez zbędnych dodatków i substancji drażniących czy szkodliwych (przede wszystkim parafiny czy silikonów, które mnie zapychają). Najlepiej, żeby był trwały oraz ładnie wygładzał skórę bez podkreślania nierówności czy skórek i był transparentny.
Tylko czy taki ideał istnieje? Ja cały czas go poszukuję, ale przedstawię Wam kilka propozycji z mojej kosmetyczki, które są blisko ideału oraz te które się kompletnie nie sprawdziły.


Puder bambusowy z jedwabiem Biochemia Urody

To pierwszy sypki puder naturalny z jakim miałam odczynienia. Jest tani i wydajny oraz ma najprostszy skład ze wszystkich przeze mnie testowanych. Puder bambusowy składa się tylko z jednego składnika Bambusa Arundinacea Stem Powder, a jeżeli wybierzecie opcję z jedwabiem dochodzi drugi składnik, czyli puder jedwabny. Ma on postać białego proszku, który zgodnie z opisem ma stać się transparentny na skórze. Jedno opakowanie starcza na bardzo długo z jednej prostej przyczyny - nie można z nim przesadzić, bo będzie widoczny na twarzy. Trzeba nakładać go lekką ręką i pamiętać, że lepiej nałożyć mniej i dołożyć, gdyż lekko bieli. Do minusów zaliczam też mocne pylenie przy nakładaniu.
Moim ulubionym sposobem na nakładanie go było stemplowanie pędzlem a następnie delikatne omiatanie czystym pędzlem. Aby pozbyć się pudrowości lub efektu bielenia można nałożyć go zwilżoną gąbeczką delikatnie wklepując.
Jeżeli chodzi o mat  to jest przyzwoity, ale puder nie sprawiał,  że moja skóra była matowa od rana do wieczora. Wydłużał trwałość makijażu i matowość o jakieś dwie godziny w porównaniu do innych pudrów drogeryjnych. Nie powodował u mnie żadnych negatywnych skutków takich jak zapychanie czy podrażnianie skóry. Zdecydowanie wart wypróbowania.

Puder ryżowy Fixer Ecocera


Ecocera, puder ryżowy, Fixer

Ten puder kupiłam kiedy skończył mi się puder bambusowym. Byłam ciekawa czy jest między nimi jakaś różnica. I jest :).
Pierwszą z nich jest skład. Producent zapewnia, że produkt jest w 100% naturalny, ale wbrew pozorom jego głównym składnikiem nie jest jest puder ryżowy lecz dimethylimidazolidinone, czyli związek chemiczny powstający w reakcji skrobi ryżowej ze swojsko brzmiącym 3-dimethyl-4, 5-dihydroxy-2-imidazolidinone. Skrobia ryżowa jest na drugim miejscu. Oprócz tego zawiera też stearynian magnezu - substancję dozwolona nawet w suplementach i lekach, ale budzącą coraz większe kontrowersje. Do tego dwa konserwanty w tym niepolecany kobietom w ciąży phenoxyethanol i zupełnie niepotrzebną substancję zapachową. Skład nie jest zatem idealny.
Podobnie jak puder bambusowy bieli skórę, ale efekt ten jest naprawdę minimalny i można go łatwo zminimalizować nakładając na mokro. Jest też drobniej zmielony i nie pyli  tak mocno jak odpowiednik z bambusa. Bardzo ładnie wygładza skórę. Oczywiście nie daje żadnego krycia, ale mat jest trwały i utrzymuje się w moim przypadku około 4-5 godzin. Nie zauważyłam by powodował jakieś problemy skórne i raczej współgra z większością podkładów, także tych mineralnych. Opakowanie jest ogromne a jego koszt to ok. 19 PLN za 15 gram. Na pewno zostanie w mojej kosmetyczce na dłużej.

Puder ryżowy Mohani

Posiadam tylko próbkę. Zauważyłam, że ten puder jest bardziej zbity (tworzą się w nim grudki)  w swojej konsystencji niż puder z Ecolore, jednak nie wpływa to w żadnym stopniu na jego stosowanie i pod względem właściwości jest niemal identyczny. Również lekko bieli i wygładza skórę. Przedłuża trwałość makijażu i matowość skóry do 5 godzin.
Składa się z  Oryza Sativa Strach, Magnesium Stearate, Isopropyl Myristate, Glycine Soja oil, Safflowe Seed Oil, Linoleic Acid, Retinyl Palmita. Zawiertość substancji oleistych może zapobiegać wysuszeniu skóry i przypasć do gustu osobym z sucha skórą, ale wosk Isopropyl Myristate może mieć działanie komodogenne.
Jest też droższy od poprzednika za 5 gram płacimy około 30 PLN.

Finishing Dust Everyday Minerals


EDM, Everyday Minerals Finishing Dust

Mam mieszane uczucia wobec tego produktu. Pierwszy raz dostałam go jako próbkę i się nim zachwyciłam. Niestety po zakupieniu pełnowymiarowego opakowania zmieniłam zdanie. Przyczyną może być fakt, że jakiś czas temu producent zmienił jego skład i dodał Citric Acid, który jest substancją bezpieczną, ale jak to kwas, może powodować przesuszenie skóry. Oprócz tego składa się on głownie ze skrobi ryżowej, wyciągu z czarnej porzeczki i tlenków żelaza.
Puder jest dość drogi. W Polskim sklepie EDM musimy zapłacić za niego aż 72,90 PLN za 4,8 gramy. Ja swój kupiłam przez stronę iherb.com i zapłaciłam ok. 40 PLN. 
Puder ten jest bardzo drobno zmielony i w przeciwieństwie do poprzedników ma żółty kolor. Producent zapewnia, że kolor ma być niewidoczny na twarzy i pasuje do wszystkich karnacji, ale nie mogę zgodzić się z tym stwierdzeniem. W przypadku osób o bardzo jasnej skórze może  być widoczny.
Oprócz tego nie współgra dobrze ze wszystkimi kosmetykami. Zauważyłam, że  nieładnie wygląda zastosowany na jasnych podkładach mineralnych - tworzy plamy koloru i wchodzi w pory. Lepiej sprawdza się na tradycyjnych podkładach płynnych kiedy tylko omieciemy nim twarz. Daje wtedy efekt wygładzenia. Niestety jego właściwości matujące są bardzo przeciętne.  Myślę, że jeżeli ktoś szuka pudru z dobrym, naturalnym składem i delikatnym kolorem to może być dobry wybór, ale przed zakupem pełnowymiarowego opakowania koniecznie należy zaopatrzyć się w próbkę (dostępne na polskiej stronie EDM).


No-Sebum Mineral Powder Innisfree

Z mojej perspektywy to największy bubel w tym zestawieniu. Jego jedynym plusem jak dla mnie jest urocze opakowanie z malutkim puszkiem do nakładania. Kupiony przez iherb.com kosztował trzydzieści kilka złotych. 
Wbrew nazwie nie jest to produkt mineralny czy  nawet naturalny.
W składzie ma m. in. silikony, syntetyczny emulgator ethylene/acrylic acid copolymer używany np. w lakierach do włosów czy paznokci oraz konserwant 1,2-hexanediol mogący drażnić skórę. Patrząc na listę składników dziwi mnie, że wiele osób poleca go dla skór problemowych ze skłonnością do wyprysków. Owszem zawiera on minerał Jeju, ale jest on wymieniony gdzieś na środku składu więc jego ilość może być nieznaczna.
Na plus dodam, że dwa główne składniki są całkowicie naturalne i niegroźne, a jest to krzemionka i skrobia kukurydziana (żeby nie było aż tak różowo pochodząca z kukurydzy modyfikowanej ;)).
Przechodząc do właściwości, bo to przede wszystkim one wpłynęły na moją negatywna ocenę, puder jest bardzo widoczny na skórze. Podkreśla suche skórki, nierówności i jest bardzo wysuszający. Na pewno nie radziłabym stosować go pod oczy. Za każdym razem kiedy go nakładałam rujnował mi makijaż do tego stopnia, że musiałam go zmyć i położyć od nowa.
Nie wypowiem się o jego właściwościach matujących, bo niestety nie był on na mojej twarzy na tyle długo bym mogła zaobserwować jak się zachowuje. Do tego ma on silnie miętowy zapach, który mi osobiście nie pasuje.
Muszę jednak wspomnieć, że w internecie ma ona bardzo dużo pozytywnych opinii, więc możliwe że jestem odosobnionym przypadkiem i tylko moja wyjątkowo trudna cera z nim nie współgra. 


Everyday Minerals Finishing Dust, Ecocera Puder ryżowy, Fixer, Mohani Puder ryżowy, Innisfrree, No-Sebum Mineral Powder

Skrobia ziemniaczana

Opcja najtańsza i najbardziej dostępna do zrobienia samemu w domu. Ze skrobią stosowaną jako puder bawiłam się na początku mojej przygody z naturalnym makijażem. Muszę przyznać, że faktycznie ma ona właściwości matujące i wygładzające, ale niestety sama w sobie jest bardzo trudna do równomiernego nałożenia. Bieli i może stworzyć widoczne plamy na makijażu. Próbowałam różnych technik nakładania i najlepiej sprawdzała się nabierana na palec w minimalnej ilości i wklepywana w problematyczne miejsca takie jak broda czy nos. Moim zdaniem nie sprawdza się jako puder wykończeniowy, ale można spróbować zastosować ją przed makijażem jako dodatkową warstwę matującą. Stosowana codziennie może trochę przesuszać skórę, ale nie zauważyłam żeby powodowała u mnie zapychanie czy wypryski. Dodam, że używałam ją tylko okazjonalnie.

Na swojej liście życzeń mam jeszcze Mega Matte Kapok Tree Powder z Pixie i na pewno podzielę się moją opinią po wypróbowaniu.

A jakie są wasze ulubione pudry matujące? A może wolicie efekt rozświetlenia? 

Copyright © 2016 Ekofilka - naturalnie, że kosmetyki , Blogger