Filtry przeciwsłoneczne - chemiczne czy mineralne? Plus recenzja


Filtry przeciwsłoneczne to temat, który powraca głównie wiosną i latem, ale już od dawna wiadomo, że kto chce chronić skórę przed starzeniem powinien nakładać je cały rok. Jednocześnie od jakiegoś czasu pojawiają się badania mówiące, że nie wszystkie rodzaje filtrów są dla nas bezpieczne. I bądź tu człowieku mądry.

Sunscreen, Goddess Garden, Mychelle Dermaceuticals Skin Tint, ThinkBaby, Filtry przeciwsloneczne

Temat filtrów jest długi i skomplikowany, dlatego postaram się omówić najważniejsze kwestie i przedstawić mój punkt widzenia.

A zatem chemiczne czy mineralne?

Istnieją dwie główne kategorie filtrów: chemiczne i mineralne. Można wyróżnić też trzecią grupę - filtry roślinne, do której zalicza się np. olej z pestek malin, ale pomimo posiadania przez nie czynnika SPF to ze względu na słabą stabilność oraz niskie zdolności promieniochronne nie stosowałabym ich jako jedynej ochrony przeciwsłonecznej a raczej jako dodatek do codziennej pielęgnacji.

Filtry chemiczne

Podstawą działania filtrów chemicznych jest przemiana promieni słonecznych, które dostały się do skóry w energię cieplną zanim promienie te rozpoczną swoje szkodliwe działanie. Istotne jest, że proces ten ma miejsce w naszej skórze. Ze względu na wydzielanie ciepła nie są one polecane dla osób ze skórą naczyniową czy tendencją do rumienia ponieważ wytworzona przez nie energia może rozszerzać naczynka i wpływać na ich pękanie. Często wywołują też alergię u osób ze skórą wrażliwą i nie są zalecane dla małych dzieci. Część z nich jest mniej fotostabilna niż filtry mineralne. Największe kontrowersje wzbudza fakt, że niektóre badania wykazały, że część filtrów chemicznych, mówiąc w dużym uogólnieniu, może mieć działanie mutagenne czy idąc dalej rakotwórcze. Jako, że filtry chemiczne pochłaniają promieniowanie i rozkładają je wewnątrz skóry to mogą uwalniać wolne rodniki tlenowe, przyczyniając się do degradacji kolagenu, elastyny i DNA komórek skóry. W celu zmniejszenia tego ryzyka oraz zwiększenia stabilności bardzo często łączy się filtry chemiczne z mineralnymi. Udowodniono też, że jeden z filtrów chemicznych Oksybenzon przenika do organizmu i wykryto go w moczu a nawet w mleku kobiet karmiących. Oprócz niego jako niebezpieczny uznaje się też Ethylhexyl Methoxycinnamate (może wywoływać mutacje komórek) czy Homosalate (może zaburzać układ hormonalny). Nie będę wymieniać tu wszystkich kontrowersyjnych substancji. Więcej możecie poczytać: TU czy TU , a bazę do wyszukiwania informacji o poszczególnych składnikach znajdziecie TU.
Pozostaje jeszcze kwestia szkodliwości dla raf koralowych, ale to już temat na oddzielny wpis.

A co z plusami? Przecież większość produktów przeciwsłonecznych zawiera właśnie filtry chemiczne, więc chyba nie mogą być aż tak straszne. Jest cała lista nieprzenikających filtrów, które według dotychczasowych badań są bezpieczne. Filtry chemiczne są też dużo przyjemniejsze w stosowaniu, łatwej je rozsmarować i nie zostawiają białej warstwy, są też tańsze i łatwiej dostępne. 

Filtry mineralne

Z kolei filtry mineralne po rozsmarowaniu tworzą warstwę, która odbija promieniowanie. Oznacza to, że promienie nie mają szans dotrzeć do naszej skóry. Występują tylko dwa główne rodzaje tych filtrów: Dwutlenek Tytanu oraz Tlenek Cynku. Obydwa chronią przed promieniami UVA i UVB, ale Tlenek Cynku ma szersze spektrum ochrony (chroni przed promieniami zarówno UVA1 jak i UVA2).
Filtry mineralne nie przenikają przez skórę i praktycznie nie wywołują alergii czy podrażnień. Ryzyko natomiast niesie ich wdychanie, dlatego nie zaleca się stosowania tych filtrów w formie sprayów. Na wielu opakowaniach można też zauważyć napis NON-NANO. Oznacza to, że produkt nie zawiera nano cząsteczek danego filtru czy też ich mieszanki. Nano cząsteczki są używane w celu ułatwienia aplikacji i zmniejszenia bielącego efektu tych substancji. Kontorwersje pojawiły się po doniesiniach, że nano cząsteczki mogą przenikać przez skórę. Czy zatem będąc ostrożnym należałoby unikać produktów z nano cząsteczkami? Nie jest to takie proste.
Zgodnie z TYM artykułem nawet substancje oznaczone jako non-nano uznane  byłyby za nanomateriały według szerokiej definicji opracowanej przez FDA (amerykańska agencja nadzorująca bezpieczeństwo żywności i leków). 
Czy jest to powód do paniki? Niekoniecznie, badania zlecone przez FDA i Unię Europejską wykazały, że nawet nano cząsteczki Tlenku Cynku czy Dwutlenku Tytanu nie wnikają przez skórę i unikać należy tylko ich inhalacji. W innych badaniach wykazano, że mniej niż 0,01% Tlenku Cynku przeniknęło przez skórę osób je stosujących i nie miało to wpływu na ich zdrowie.


Filtry Chemiczne                                     Filtry Mineralne

+ tani                                                     + tworzą tarczę na skórze 
+ łatwo dostępny                                     + fotostabilne
+ nie zostawia białej warstwy                    + dobrze tolerowane 
+ łatwy w aplikacji                                    + nie przenikają przez skórę
- działają wewnątrz skóry                          - zostawiają białą warstwę
- nie polecane dla skór naczyniowych          - trudne do rozprowadzenia
- mogą wywoływać alergie                         - mniejszy wybór na rynku 
- mniejsza fotostabilność niektórych 
  filtrów chemicznych
- możliwe przenikanie przez skórę 
  i działanie mutagenne czy 
  zaburzające pracę hormonów

Moja opinia

Już od jakiegoś czasu w mojej codziennej pielęgnacji staram się zawsze nakładać filtr przeciwsłoneczny na twarz. Jako, że jest to coś co jest ze mną na co dzień istotne jest żeby było nie tylko skuteczne, ale też bezpieczne. Pomimo, że istnieją stosunkowo bezpieczne filtry chemiczne to nie wiemy czy za kilka lat nowe badania nie pokażą szkodliwości tych substancji. Ja wolę nie ryzykować i wybieram filtry mineralne. Oczywiście, także one z czasem mogą okazać się nieobojętne dla naszego zdrowia, ale według dotychczasowej wiedzy nie powodują one tak wielu skutków ubocznych co ich chemiczne odpowiedniki. Łatwiej jest też sprawdzić skład filtru mineralnego, bo powinien zawierać maksymalnie dwie substancje przeciwsłoneczne, natomiast rodzajów filtrów chemicznych jest całe mnóstwo i nie sposób znać na pamięć każdej z nich oraz jej właściwości.  

Obecnie posiadam trzy filtry czysto mineralne: Baby Natural Mineral Sunscreen z Goddess Garden SPF 30, Thinkbaby Sunscreen SPF 50+ oraz Sun Shield Liquid Tint z MyChelle Dermaceuticals SPF 50 w kolorze Nude. Dwa pierwsze to białe balsamy przeznaczone do stosowania na całego ciało, a ostatni to połączenie filtru z kremem koloryzującym przeznaczony do stosowania na twarzy. Wszystkie mają bardzo dobre składy i jedynym minusem co do zawartości jest silikon w kremie z Thinkbaby. 

Od lewej: Thninkbaby, MyChelle Dermaceuticals, Goddess Garden


Po rozsmarowaniu od lewej: Thninkbaby, MyChelle Dermaceuticals, Goddess Garden

Najtańszy z nich produkt z Goddess Garden pomimo cudownego składu w ogóle sie u mnie nie sprawdził. Jego konsystencja jest zbita i bardzo ciężka do rozprowadzenia co uniemożliwia jego stosowanie na twarzy, bo musielibyśmy ją trzeć z ogromną siłą. Jak widzicie na zdjęciach ma on grudkowatą strukturę i rozwarstwia się. Można pokusić się o jego stosowanie na ciele, ale wymaga to czasu i trochę siły, aby rozprowadzić go w miarę równomiernie. 


Jego przeciwieństwem jest filtr z Thinkbaby. Bardzo kremowy i jedwabisty z łatwością rozsmarowuje się na skórze nie zostawiając niemal wcale białej poświaty. W celu zminimalizowania białego efektu na twarzy polecam zrobić kilka białych kropek w różnych miejscach i dopiero wtedy przejść do rozsmarowywania. Jak wspomniałam w składzie zawiera silikon, dlatego przy codziennym stosowaniu należy bardzo dokładnie oczyszczać skórę, aby nie gromadził się on i nie powodował zapychania.


Ostatni produkt z MyChelle Dermaceuticals jest niemal idealny. Świetny skład, przyjemna wodnista konsystencja, brak silikonów i innych zapychaczy, naturalne i matowe wykończenie (naprawdę!) oraz wyrównanie koloru twarzy. Jest jedno ale - jego kolor. Dostępne są dwa odcienie Nude i Tan. Ja posiadam wersję Nude i jest ona dużo za ciemna. Po rozprowadzeniu delikatnie się rozjaśnia, ale mimo to brakuje jaśniejszego odcienia dla bladolicych. Jest on też stosunkowo drogi - za 30 ml płacimy około 80 PLN. Pomimo tych wad będę stosowała go nadal i spróbuję rozjaśnić go innym kremem, bo jest tego wart. Zdecydowanie polecam dla tych którzy nie boją się jego koloru.


Niestety w Polsce jest bardzo mały wybór produktów czysto mineralnych, dlatego wszystkie moje filtry zamawiałam ze strony iHerb. Jest tam duży wybór marek produkujących filtry mineralne z naturalnym składem. Oprócz wspomnianych wyżej polecam sprawdzić jeszcze takie firmy jak Badger czy Coola. 

Z dostępnych w Polsce filtrów wyłącznie mineralnych mogę polecić np. Dermedic Sunbrella Baby. Co prawda maja on w składzie oznaczenie NANO, ale wynika to prawdopodobnie ze wspomnianego wyżej  faktu, że cząsteczki zalicza się do szerokiej definicji nanomateriałów a prawo Unijne wymusza oznaczenie, że w składzie  znajdują się nanocząsteczki. Poza tym skład jest bardzo dobry i jak sama nazwa wskazuje może być stosowany nawet przez małe dzieci. Był to mój pierwszy filtr mineralny i muszę przyznać, że długo zajęła mi nauka jego nakładania. Jest bardzo gęsty i mocno bieli, dlatego nakładałam go w małej ilości i po jej rozprowadzeniu dokładałam kolejną warstwę. W innym przypadku powstawały białe plamy. Trzeba też pamiętać, żeby skóra była sucha, bo woda utrudnia równomierne rozprowadzenie minerałów. Cena to około 30 PLN za 100 gram.
Źródło: www.dermedic.pl

Całą serię filtrów mineralnych produkuje też firma Avène. Tutaj również znajdziemy w składzie informacje o nano cząsteczkach. Tego filtru nie miałam okazji wypróbować, ale myślę, że warto zwrócić uwagę na ich fluid mineralny. Ze względu na jego lżejszą niż kremy konsystencję może być łatwiejszy w nakładaniu. Ten produkt jest już droższy i jego ceny wahają się w okolicach 60 PLN za 40 ml.



Źródło: www.eau-thermale-avene.pl

Kolejnym ciekawym produktem jest Matujący krem SPF 50 z Clochee. Łączy on w sobie właściwości pielęgnacyjne z wysoką ochroną i kremem tonującym. Krem jest całkowicie naturalny i wegański. Niestety jest też najdroższy z wymienionych i kosztuje ok. 125 PLN za 50 ml. Ja miałam tylko jego próbkę i polecam zdobyć ją przed zakupem całego opakowania, bo jego kolor i konsystencja nie wszystkim mogą przypaść do gustu.


Źródło: www.clochee.com
Copyright © 2016 Ekofilka - naturalnie, że kosmetyki , Blogger